piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 10


Zdjęłam buty i poszłam się położyć na kanapę. Nie wiem czym, ale byłam potwornie zmęczona. Prawie przysypiałam, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu.
- Serio?! - Warknęłam i poszłam odebrać. - Ta? - Odezwałam się bez entuzjazmu, nie podobało mi się, że ktoś zakłóca mój spokój.
- Pani Nicola Hoocker? - Usłyszałam głos jakiejś kobiety.
- Umm, tak?
- Chciałam panią poinformować, że pani matka miała wypadek samochodowy, jest u nas w szpitalu, jej stan jest ciężki. - Kiedy ta kobieta wypowiadała te słowa czułam się jakbym dostawała cios w serce. - Halo?
- Jak to miała wypadek? - Spytałam załamana.
- Czy mogłaby pani przyjechać i przywieźć jej jakieś ubrania? - Zignorowała moje pytanie.
- Tak, będę jak najszybciej się da. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
Nie wiedziałam jak się dostanę do szpitala, nawet nie wiedziałam gdzie jest. Pomyślałam, że zadzwonię do Harry'ego. Po dwóch sygnałach odebrał.
- Nicola? Mówiłem ci, że mam kilka spraw do załatwienia. - Z jego głosu odczytałam, że nie podoba mu się, że mu przeszkadzam, ale nie obchodziło mnie to wtedy. Jedyne co się liczyło to wypadek mojej mamy.
- Musisz mnie zawieźć do szpitala, szybko! - Prawie krzyczałam.
- Jak to do szpitala? - Słyszałam, że wyszedł z jakiegoś budynku.
- Moja mama miała wypadek, proszę cię przyjedź jak najszybciej! - Wpadłam w histerię, nie mogłam się opanować.
- Już jadę, spokojnie, będę za 10 minut.
- Nie to za długo! Proszę, Harry bądź szybciej, ona mnie potrzebuje!
- Uspokój się, będę jak najszybciej się da. - Rozłączyłam się i poszłam spakować rzeczy, które mogły przydać się mojej mamie przez najbliższy czas. Wzięłam także sobie ubrania na zmianę, bo prawdopodobnie zostanę w szpitalu na noc. Przez lecące mi ciurkiem z oczu łzy praktycznie nic nie widziałam.
- Nicola?! - Usłyszałam krzyk Harry'ego z dołu, więc wzięłam walizki i szybko zbiegłam na dół. - Chodź. - Złapał mnie za rękę i wyszliśmy, zamknęłam dom i nim się obejrzałam siedzieliśmy już w samochodzie, a ja nadaj nie mogłam się uspokoić.
- Przyśpiesz. - Zapłakałam.
- Jadę 90 na godzinę, szybciej nie mogę bo i nam się coś stanie. - Powiedział. - Wiesz dokładnie jaki wypadek miała twoja mama? - Spytał i lekko złapał mnie za rękę, ale po chwili przeniósł ją na kierownice.
- Jakaś kobieta powiedziała mi że samochodowy, nie wiem nic więcej.
- Będzie ok. - Spojrzał na mnie i uśmiechnął się pocieszająco, ale ani trochę mi to nie pomogło.
Kiedy znaleźliśmy się na parkingu przed szpitalem szybko wybiegłam z samochodu w stronę szpitala, weszłam do niego i zobaczyłam kobietę przy recepcji.
- Gdzie jest moja mama?! - Krzyknęłam zapłakana.
- Pani nazwisko? - Spytała.
- Hoocker, proszę niech pani mnie zaprowadzi do mojej mamy, błagam. Ktoś do mnie dzwonił i powiedział, że jej stan jest ciężki, muszę być przy niej. - Płakałam coraz głośniej i mocniej. Harry wszedł do szpitala z moimi walizkami i natychmiast zjawił się obok mnie.
- Dobrze, proszę za mną. - Ruszyliśmy za kobietą, Harry trzymał mnie za rękę. Zobaczyłam wielki napis "oiom" nad salą i myślę, że zaczęłam płakać jeszcze bardziej, o ile to możliwe. Pani, która nas prowadziła naglę się zatrzymała i odwróciła.
- Proszę tu zaczekać, ja pójdę po lekarza, który zajmuję się pani mamą.
- Chcę tam wejść. - Powiedziałam załamanym głosem.
- Nie, tu nie możesz wejść. - Szybko odpowiedziała. - Zostań tu z nią. - Zwróciła się do Harry'ego, a on przytaknął.
Po chwili przyszedł do nas lekko siwy facet.
- Jestem lekarzem, który zajmuję się twoją mamą. - Przedstawił się.
- Co z nią? - Odeszłam od Harry'ego i spojrzałam na niego z oczami pełnymi nadziei i strachu.
- Więc.. Jest z nią nie najlepiej... Doznała poważnych obrażeń klatki piersiowej i głowy. Staramy się robić wszystko co w naszej mocy, ale na razie żyje tylko dzięki maszyną. - Powiedział zrezygnowany i spuścił wzrok. Moje życie waliło się z każdym kolejnym jego słowem.
- A..Ale, ona z tego wyjdzie, tak?
- Szanse są naprawdę małe... Muszę iść do pacjenta, zaraz do was wrócę. - Ledwo usłyszałam jego ostatnie słowa. Oparłam się o ścianę i pozwoliłam sobie bezwładnie opaść na podłogę zanosząc się histerycznym płaczem. Harry ukucnął naprzeciwko mnie i patrzał się wzrokiem pełnym współczucia, byłam mu wdzięczna, że jest przy mnie.
- Harry, dziękuje, że mnie przywiozłeś, ale jeśli musisz iść...
- Nie muszę. - Przerwał mi i objął mnie bardzo mocno.
- Ona nie może mnie zostawić. - Krzyknęłam w jego szyję.
- Ciiii, na pewno tego nie zrobi, wszystko będzie dobrze. - Nagle drzwi się otworzyły i wyszedł lekarz mojej mamy.
- Jeśli chcesz... Myślę, że mogę pozwolić wam wejść do niej na chwilę, ale nie na dłużej niż 10 minut. - Szybko się podniosłam z podłogi i poszłam z Harry'm za lekarzem. - Jest tutaj. - Odezwał się i pokazał na łóżko, gdzie leżała moja mama.
- O mój boże. - Zakryłam ręką buzie i znów zalałam się łzami. Wyglądała strasznie, była cała posiniaczona, wszędzie miała poprzypinane jakieś kable, nawet nie wiem czy bym ją poznała gdyby lekarz nie powiedział mi, że to ona. Podeszłam do niej, złapałam ją za rękę i uklęknęłam przed jej łóżkiem. - Nie możesz mnie zostawić. - Przyłożyłam jej rękę do swoich ust i zanosiłam się płaczem. Nie wyobrażałam sobie tego, żeby ją stracić. Przeżyłam już utratę ojca, ale nie przeżyłabym, gdyby ona też odeszła, była dla mnie wszystkim. Pocieszała mnie w trudnych chwilach, doradzała, gdy nie wiedziałam co mam zrobić, zawsze chciała dla mnie jak najlepiej, nigdy mnie nie skrzywdziła, nigdy nie odbierała mi niczego w złych zamiarach, kiedy byłam chora rezygnowała ze swoich planów i zostawała przy mnie, zawsze była dla mnie.
- Nicola... - Harry podszedł do mnie, wytarł mi ręką łzy i przytulił.
- Obiecaj mi, że ona przeżyje, że mnie nie zostawi. - Wiedziałam, że nie może tego zrobić, ale chciałam, żeby ktoś mi to powiedział, że ona dalej będzie ze mną i że mnie nie opuści, nie teraz.
- Obiecuję ci to. - Spojrzał mi w oczy i pomógł wstać.
- Przykro mi, ale musicie już iść. - Powiedział lekarz. Podeszłam jeszcze do łóżka mamy, odgarnęłam jej włosy i pocałowałam w czoło zostawiając kilka łez na jej posiniaczonej twarzy.
Harry mnie objął i wyszliśmy z sali.
- Nie mogę pojechać do domu, kiedy ona jest tutaj. - Wycierałam łzy, które nieubłaganie spływały po moich policzkach.
- Jeśli chcesz możesz pojechać do mnie... - Zaproponował. - No wiesz, żebyś nie była sama, czy coś. - Lekko się zmieszał i podrapał w kark. Czy powinnam? Nie chcę spędzać tej nocy w szpitalu, a tym bardziej nie chcę spać sama w domu, nie to, że uważam, że udałoby mi się usnąć.
- Umm, dobra. - Zgodziłam się, na co lekko się uśmiechnął. - Musimy jeszcze zostawić w recepcji ciuchy mamy. - Harry przytaknął i złapał mnie za rękę, nie opierałam się, potrzebowałam wtedy kogoś, kto będzie blisko mnie.
- Możemy zostawić tu rzeczy jej mamy? - Spytał Harry kobiety, która wcześniej prowadziła nas do sali, gdzie leży moja mama.
- Tak, kiedy będą potrzebne wykorzystamy je. - Uśmiechnęła się i wzięła walizkę od Harry'ego.
- A co z tą? - Spytał chłopak wskazując na mój bagaż?
- Um, w tej są moje ubrania. - Odezwałam się cicho. Nie chciałam tak brzmieć, po prostu byłam zmęczona.
- Ok, więc chodźmy. - Znów splótł nasze palce razem i poszliśmy do samochodu.
Podróż do jego mieszkania trwała jakieś 10 minut, nie płakałam, ale nadal czułam się fatalnie, albo jeszcze gorzej. Harry wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi.
- Wyskakuj, kochanie. - Uśmiechnął się i pomógł mi wyjść. Nie miałam siły nawet na to, żeby chodzić, więc stwierdziłam, że po prostu oprę się o samochód, było mi wszystko jedno, czy będę stała tu przez całą noc. - Jest aż tak źle? - Spytał i wziął mnie na ręce. Pewnie w normalnych okolicznościach zaskoczyłoby mnie to, ale wtedy mogłam tylko objąć go i czekać, aż będziemy w domu. Nim się obejrzałam leżałam przykryta kocem na kanapie w salonie u Harry'ego. Pomieszczenie było przytulne i naprawdę ładnie urządzone.
- Twoich rodziców nie ma? - Zapytałam chłopaka, który przyniósł mi gorące kakao. - Dzięki.
- Umm... Moja mama nie żyje, a tata... Nie wiem gdzie jest. - Posmutniał, a mi natychmiast zrobiło się go żal.
- Przykro mi. - Nie ważne jaki Harry czasem potrafi być denerwujący, nikt nie zasługuje na to, żeby stracić rodziców.
- To nic. - Uśmiechnął się i położył się obok mnie. - Rozumiem, że jutro nie idziemy do szkoły?
- Nie. Ja nie idę, ty owszem. - Nie chcę, aby Harry przeze mnie zaniedbywał szkołę i tak robi to wystarczająco często.
- Daj spokój i tak bym pewnie nie poszedł, poza tym muszę Cię zawieźć do szpitala. - Na samą myśl o tym, że jutro znowu będę musiała patrzeć na mamę w takim stanie uciekło mi parę łez. Oczywiście, że chciałam przy niej być w tych ciężkich chwilach, ale bolał mnie widok mojej nieprzytomnej, poobijanej mamy, która żyła tylko dzięki maszyną.
- Nie płacz, obiecałem ci, że wszystko będzie dobrze. - Wytarł mi moje łzy i pocałował w czoło.
Wypiłam kakao i poprosiłam Harry'ego, aby odłożył pusty kubek na stolik.
- Przepraszam, że popsułam twoje plany. - Powiedziałam z wyrzutami sumienia.
- Nie masz za co przepraszać, nawet mnie nie denerwuj. - Zezłościłam go nieco, ale nie miałam tego w zamiarach, Harry był strasznie nerwowy. - Powiadomiłaś rodzinę o tym wypadku?
- Nie mam nikogo poza mamą. - Wszyscy mi poumierali, wtedy sobie to uświadomiłam, miałam tylko mamę.
- Um, nie powinienem pytać. - Zmieszał się, a ja tylko go przytuliłam.
- Nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć za dzisiaj.
- Po prostu nigdy nie odchodź. - Powiedział i wzmocnił  nasz uścisk.

2 komentarze:

  1. Swieeeeeeetne ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ CHYBA PŁACZĘ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ DALEJ

    OdpowiedzUsuń