czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 13

Kiedy Harry wyszedł nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Za co się bym nie wzięła przypominało mi o nim i o jego ustach... Nie! Nie ustach o tym, że znowu zrobiłam taką okropną rzecz Krystianowi, no i tym razem także Harry'emu.
Postanowiłam, że zadzwonię do Krystiana, nie wiedziałam po co. Wiedziałam tylko, że jeśli będę dalej siedziała sama to moje myśli mnie zjedzą.
- Ta? - odebrał za 5 sygnałem i jego głos nie brzmiał zbyt miło, czy Harry coś mu powiedział? W końcu miał jego numer, ale czy zrobiłby to?
- Hej, skarbie. Coś się stało? - spytałam najmilej jak potrafiłam.
- Nie, KOCHANIE. Oczywiście, że nic - sarkazm w jego głosie był tak zauważalny, że przeszły mnie bolesne dreszcze po kręgosłupie. Nie wiedziałam co Harry mu nagadał, ale chciałam, żeby to wszystko się skończyło. Jak na razie rok szkolny był do bani. Marzyłam, żeby wrócić do Polski i nigdy więcej nie zobaczyć Harry'ego, nawet jeśli to ja wykorzystałam go niecałą godzinę wcześniej.
- Co jest? - westchnęłam.
- U mnie po staremu, lepiej opowiadaj jak tam twój nowy chłopak! - krzyczał do telefonu.
- Co on ci naopowiadał? - wytarłam dłonią łzy, które ostatnio często mi towarzyszyły - za często.
- Nic czego bym wcześniej nie wiedział - co?
- Huh? - tylko to byłam wstanie z siebie wydusić.
- Wiedziałem, że prędzej czy później ten chłopak owinie ciebie wokół palca, ale nie wiedziałem, że aż tak szybko - parsknął. - Chociaż w sumie co się dziwić, zawsze byłaś łatwą laską - zachichotał, a ja skuliłam się z bólu, który rozrywał mnie wewnętrznie na kawałeczki. Nigdy nie uważałam siebie za "łatwą", nawet nie wiem dlaczego on tak powiedział, sam starał się o mnie ponad pół roku. To długo, prawda?
- Przesadzasz - pisnęłam.
- Mam tylko nadzieję, że się zabezpieczacie - warknął i się rozłączył. Że my się co? Zabezpieczamy? Wtedy już chyba nie chciałam wiedzieć co Harry nagadał Krystianowi. Dzwonienie do niego to był zły pomysł, miał mi pomóc a nie mnie zniszczyć.
Poszłam na górę do mojego pokoju i opadłam na łóżko. Nawet nie płakałam - nie miałam siły. Nie wiedziałam na czym stoję, nie wiedziałam także, że Harry posunie się do czegoś takiego. Powiedział Krystianowi, że się z nim przespałam? Zwariował?! Zastanawiałam się, czy powiedział mu te wszystkie gówna, kiedy kazałam mu zadzwonić do mojego już prawdopodobnie ex-chłopaka, czy zrobił to po jego najgorszej wizycie w moim domu.
Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic, miałam nadzieję, że mi pomoże i na całe szczęście tak się stało. Gorące prysznice to coś dla czego warto żyć. Ciepła woda przyjemnie rozluźniła moje spięte mięśnie i częściowo wymazała z mojego mózgu wspomnienia tego nieszczęsnego wieczora. Nie chciałam iść jutro do szkoły, ale stwierdziłam, że nie mogę zaniedbywać nauki przez problemy sercowe, czy jakkolwiek się to nazywa. Przebrałam się w piżamę i zaczęłam się uczyć co szło mi lepiej, niż myślałam, prysznic naprawdę mi pomógł.
Po paru godzinach nauki była już jedenasta. Czas tak szybko mi zleciał i cieszyłam się z tego powodu przynajmniej nie myślałam o... Tym wszystkim. Spakowałam torbę do szkoły i poszłam spać.
Obudziłam się o czwartej, czyli dwie i pół godziny szybciej niż powinnam, ale naprawdę czułam się wyspana i ufałam sobie, że tak jest. Myślałam, że głowa mi eksploduję z bólu, ale zignorowałam to i poszłam się umyć. Woda nie zadziałała na mnie tak bardzo kojąco jak wczoraj, ale nadal było przyjemnie. Umyłam głowę, spięłam włosy, ubrałam się w stary dres i zeszłam do kuchni, żeby nastawić wodę na kawę. Usiadłam przy stolę, a myślami ciągle wracałam do wczorajszego wieczora, który nie należał do najlepszych dla mnie. Czajnik zagwizdał, a ja natychmiast podbiegłam i go wyłączyłam, gdyby wydawał ten okropny dźwięk sekundę dłużej moja głowa by tego nie wytrzymała. Zalałam kawę i szybko się jej napiłam. Skrzywiłam się, bo wyszła mi wyjątkowo niedobra, ale nie chciało mi się robić drugiej. Poszłam z nią do salonu i włączyłam telewizor, skakałam po kanałach i skończyło się na tym, że oglądałam jakiś program kulinarny z którego i tak nic nie wiem bo ciągle myślałam albo o Krystianie, albo o Harry'm, albo o mamie. Kiedy wypiłam ciepły napój wyłączyłam telewizor i poszłam zrobić coś z moimi włosami. Były już prawie suche, więc używałam suszarki niecałe 3 minuty, a kiedy z nią skończyłam wyjęłam lokówkę i lekko podkręciłam włosy, które absolutnie nie chciały ze mną współpracować, ale po dwudziestu minutach udało mi się coś z nimi zrobić coś porządnego. Postanowiłam, że nie będę się malować mocno - nie miałam na to humoru, więc przejechałam tylko parę razy mascarą po rzęsach i nałożyłam trochę pudru. Weszłam do mojego pokoju i przebrałam się w to > klik <. Akurat kiedy skończyłam była idealna pora, żeby wyjść z domu. Zabrałam torbę i ruszyłam do szkoły. Nie chciałam się widzieć z Harry'm bardziej niż kiedykolwiek, wiedziałam, że gdy tylko na niego spojrzę nie wytrzymam. Nim się obejrzałam czekałam pod klasą na dzwonek. Tak bardzo chciałam być w domu na łóżku pod kołdrą i płakać przez to jak głupia jestem. Jeszcze zanim tu przyjechałam miałam wszystko, czego mi było potrzeba do szczęścia, a teraz jestem tutaj i wszystko mi się wali.
- Heeeej, jesteś? - nagle zauważyłam Victorię, która macha mi ręką przed oczami. Jak to możliwe, że jej wcześniej nie widziałam?
- Zamyśliłam się, hej - krzywo się uśmiechnęłam.
- Jak tam? - uśmiechnęła się jak zwykle promiennie.
- Gorzej chyba być nie może - westchnęłam i z całych sił starałam się nie uronić żadnej łzy. - Powiem ci, po szkole.
- Okej - cieszyłam się, że nie naciskała, ale widziałam, że jest ciekawa jak cholera.
Zadzwonił dzwonek, a minutę później przyszedł nauczyciel, który zaprosił nas do klasy. Wyjęłam potrzebne książki i usiadłam na moim stałym miejscu obok Vic. Ta lekcja minęła mi wyjątkowo dobrze, udało mi się dobrze napisać zadanie, co w sumie mnie za bardzo nie zdziwiło. Przecież tyle się uczyłam. Podobała mi się jeszcze bardziej dlatego, że nie było na niej chłopaka, który za hobby wybrał sobie niszczenie mi życia.
Reszta dnia w szkolę minęła jak pstryknięciem palca, więc nim się zorientowałam siedziałam z kolejnym kubkiem kawy i Vic w salonie.
- Więc opowiadaj co się dzieje? - powiedziała z widocznym zmartwieniem w oczach.
Westchnęłam i powiedziałam jej wszystko. Począwszy od wypadku mojej mamy do wczorajszej sytuacji i obie płakałyśmy. Uwielbiam ją za to, że jest taka troskliwa i tak mi się oddaję. Jest taką przyjaciółką, jaką każdy powinien być - cudowną.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? - wytarła mokre od łez policzki.
- Nie wiem, nie chciałam cię martwić.
- Powinnaś mi mówić o takich rzeczach! Przyjaźnimy się. Teraz na pewno jest ci trochę lepiej, kiedy powiedziałaś mi o tym wszystkim - miała racje. Powiedzenie jej było dobrym pomysłem, czułam, że nie jestem z tym sama.
- Tak... Jest - uśmiechnęłam się i poszłam po chusteczki. - Myślisz, że mogłabyś u mnie jutro nocować? Mam już trochę dosyć samej spać w tym domu.
- Jasne, wezmę jakieś komedie i się trochę rozerwiemy - nieco się rozpogodziłam, ale wiedziałam, że czeka mnie jeszcze wizyta w szpitalu u mamy, miałam nadzieję, że od wczoraj nic się nie pogorszyło.
- Muszę jeszcze dzisiaj jechać do mamy - westchnęłam. - Chciałabyś mi posłużyć jako nawigacja? Odwiozę Cię potem do domu, obiecuję - prosiłam, a Victoria tylko się zaśmiała i przytaknęła na znak, że się zgadza.
Poszłam po dokumenty i kluczyki od samochodu mojej mamy, który świeżo wrócił z naprawy po wypadku. Ubrałyśmy się i poszłyśmy do samochodu.
- Co dokładnie mówił ci wczoraj lekarz? - spytała Vic, kiedy odpalałam auto.
- Że obudziła się na trochę i jej życiu raczej nic nie zagraża - uśmiechnęłam się i wyjechałam z podjazdu przed domem.
- To dobrze - odpowiedziała.
Przez całą drogę rozmawiałyśmy o naszych ulubionych aktorach i piosenkarzach, a w między czasie Vic informowała mnie, gdzie mam jechać. Po 20 minutach byłyśmy pod salą mojej mamy. Westchnęłam i otworzyłam drzwi. Kiedy ją zobaczyłam, myślałam, że śnie. Siedziała oparta o zagłówek łóżka i rozmawiała z jej lekarzem. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy on w ogóle jest czasem w domu.
- Mamo! - krzyknęłam i szybko do niej podbiegłam. Odwróciła się w moją stronę i szeroko się uśmiechnęła, zauważyłam, że nie miała jednej jedynki, co trochę mnie rozśmieszyło, ale szybko się uspokoiłam. - Jak się czujesz? Lepiej? Tak się martwiłam..
- Czuję się tak, jakbym piła przez miesiąc i miała teraz ogromnego kaca - zaśmiała się, a ja razem z nią.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest. Jak z nią dokładnie? - zwróciłam się do doktora.
- Cóż, jest na razie obolała, ale wszystko będzie z nią okej - uśmiechnął się. - Poleży jeszcze tydzień na obserwacji, a potem wypuścimy ją do domu.
- To cudowna wiadomość! - usłyszałam za mną podekscytowaną Victorię na co się uśmiechnęłam, a moja mama zachichotała.
- Tak się o ciebie martwiłam - podeszłam do mamy i delikatnie ją przytuliłam. Pamiętałam, że lekarz mówił, że doznała obrażeń klatki piersiowej, wiec pewnie bardzo ją boli.
- Widzisz, niepotrzebnie - zaśmiała się. - Wszystko z tobą dobrze? Nie było mnie przez tyle dni..
- Tak, wszystko po staremu - skłamałam i wzruszyłam ramionami. Ostatnią rzeczą, którą chciałam to martwienie ją o to jak potraktowałam chłopaków, a oni mnie.
- To cudownie - uśmiechnęła się, a ja nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. - Śmiejesz się z braku mojego zęba?! To nie miłe - zrobiła obrażoną minę.
- Przepraszam - zachichotałam.
- Kiedy wyjdę będziemy musiały wybrać się do dentysty - powiedziała, a ja przytaknęłam.
Zostałyśmy u mamy jeszcze pół godziny, a potem standardowo pocałowałam ją w czoło i wyszłyśmy z sali. Kiedy szłyśmy przez korytarz zauważyłam kogoś, kogo nie chciałam widzieć do końca mojego życia. Cały mur, który zbudowałam przez ten jeden dzień runął w tym samym momencie, kiedy na mnie spojrzał. Łzy natychmiast napłynęły mi do oczu i poczułam się jakbym dostała kopa w brzuch. Podszedł do nas i zatarasował nam drogę.
- Odejdź Harry - warknęła Vic, za co byłam jej dozgonnie wdzięczna.
- Muszę z nią pogadać - nie rozpoznałam tego tonu, nie był ani zły, ani przejęty, ani normalny.
- Ona nie chcę z tobą gadać - parsknęła.
- Nie mów do cholery czego ona chce, a czego nie! - krzyknął tak głośno, że obie podskoczyłyśmy. Victoria się nie odzywała, więc zrozumiałam, że teraz moja kolej.
- Czego chcesz Harry? - powiedziałam tak cicho, że nawet ja ledwo to usłyszałam.
- Muszę z tobą pogadać. Tylko z tobą. - Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, a ja przytaknęłam, więc odeszła tak daleko, żeby nie słyszeć o czym rozmawiamy. - Nie chciałem - wymamrotał, a ja się zaśmiałam. Mówił to tak często.
- Ja też nie, Harry - westchnęłam.
- Co? - spytał, a ja spojrzałam mu w oczy i wzięłam głęboki oddech.
- Nie chciałam ciebie spotkać, nie chciałam, żeby w moim życiu znalazł się ktoś taki jak ty. Dlaczego bawi ciebie niszczenie mi życia? Wiem, że na kilka rzeczy sobie zasłużyłam, ale czy aż tak? Czy postąpiłam aż tak źle? - mówiłam, kiedy łza spłynęła mi po policzku, ale natychmiast ją wytarłam. Nie chciałam, żeby widział jak płaczę, nie chciałam pokazywać jak słaba jestem.
- Taa, trochę przesadziłem - odpowiedział. Jego podejście mnie niszczyło.
- Trochę?! Harry! Powiedziałeś Krystianowi, że z tobą spałam! - wydarłam się i przeszłam obok niego, na co złapał mnie mocno za ramie i odwrócił w jego kierunku. Nie miałam siły się wyszarpywać, wiedziałam, że byłoby to bez sensu.
- Wiem, ale nie odchodź ode mnie - powiedział tak, jakby mu zależało, ale oczywiście, że tak nie było. Chciał tylko znów odzyskać moje zaufanie, a potem powiedzieć kilku facetom, że z nim spałam, żeby zrobić ze mnie "łatwą laskę", jak to nazwał Krystian.
- Chciałabym - powiedziałam szczerze. Lubiłam Harry'ego, ale takiego jaki jest sam ze mną - miłego, troskliwego, zabawnego. A nie takiego jaki jest naprawdę - samolubnego i wrednego. Szkoda, że nie może być zawsze tym pierwszym. - Ale nie mogę pozwalać ci ciągle doprowadzać mnie do takiego stanu. To koniec, zrozum.
- Proszę... - powiedział zdesperowany, chciałabym wierzyć, że naprawdę jest.
- Nienawidzę cię rozumiesz? Nienawidzę cię, bo naprawdę chciałabym, żebyśmy mogli się przyjaźnić, kochać czy cokolwiek, ale nie pozwalasz nam na to, niszczysz każdą cząstkę mnie! - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Udało mi wyszarpnąć z rąk chłopaka i jak najszybciej ruszyłam w kierunku Victorii zostawiając Harry'ego, który wyglądał jakby miał złamane serce. Wiedziałam, że tak nie było.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Bohaterowie i polecane blogi.

Kochani, zaktualizowałam listę bohaterów i dodałam kilka blogów do polecanych. Zachęcam do przejrzenia:)

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 12

Po powrocie do domu nie mogłam się na niczym skupić. Zdarzenie które miało miejsce w szpitalu nie dawało mi spokoju. Z jednej strony było mi przykro, że powiedziałam Harry'emu, żeby się więcej do mnie nie zbliżał, ale z drugiej dla zabawy chciał zniszczyć mój związek. To nie jest zdrowe zachowanie.
Zadzwoniłam do Vic i poprosiłam ją, aby przesłała mi na maila materiał ze szkoły, który muszę nadrobić. Oczywiście nie obyło się bez pytań dlaczego nie było mnie w szkole, więc powiedziałam jej, że po prostu się źle czułam. Włączyłam laptopa i od razu wzięłam się za zadania, na szczęście nie było ich zbyt wiele, więc skończyłam już po 2 godzinach. Postanowiłam, że pójdę jutro do szkoły, lepsze to niż siedzenie i martwienie się to o mamę, to o Krystiana. Poszłam się umyć i spać.
Rano byłam bardziej leniwa niż zazwyczaj, ubrałam się w to > klik <, uczesałam, umyłam zęby i wyszłam z domu. Przez moje ślimacze ruchy nie zdążyłam zjeść śniadania. Nie spodziewałam się zobaczyć dzisiaj w szkolę Harry'ego, pewnie wagarował czy coś. Weszłam do szkoły i jak zawsze od razu ruszyłam do szafki, kiedy miałam wszystko czego potrzebuję poszłam pod klasę. Wydawało mi się, że w szkolę jest mniej osób niż zwykle, ale postanowiłam to zignorować. Zadzwonił dzwonek i parę minut później przyszedł już nauczyciel.
Minęła połowa lekcji, a Victorii nie było, zaczęłam się martwić, ale nagle weszła do sali razem z... Harry'm? Chłopak spojrzał się na mnie i zajął swoje miejsce, Vic też szybko znalazła się obok mnie.
- Panno O'Connor, czy zechciałaby pani może wyjaśnić nam powód tego dwudziestominutowego spóźnienia? - Nauczyciel patrzał na Victorię tak jakby chciał, żeby zeszła na zawał. W sumie sama byłam ciekawa dlaczego się tyle spóźniła i do tego czemu weszła do klasy z Harry'm.
- Um, zagadałam się. Przepraszam. - Dziewczyna nie była przerażona tak jakbym ja była, ale bardzo się różnimy, nie wydaje mi się, żeby zależało jej na szkole tak jak mi.
Nauczyciel kontynuował lekcję, a ja nie mogłam się skupić. Ciągle się zastanawiałam co Harry najprawdopodobniej chciał od Vic. Kiedy zadzwonił dzwonek nauczyciel jeszcze przypomniał o projekcie, który musimy zrobić do końca roku i pozwolił nam opuścić klasę. Natychmiast podeszłam do Victorii i zaczęłam zadawać jej mnóstwo pytań.
- Co się stało, że się spóźniłaś?
- Nic takiego, zagadałam się z Harry'm. - Wzruszyła ramionami.
- Od kiedy wy gadacie? - Lekko się zaśmiałam.
- Po prostu rozmawialiśmy. - Westchnęła. - Idziemy? Teraz w-f.
- Ta, jasne.
Miałam wrażenie, że Victoria nie mówi mi wszystkiego, ale nie chciałam naciskać. Z resztą to nie była moja sprawa, skończyłam z Harry'm.
W-f minął bardzo miło, nauczycielka pytała mnie, czy zdecydowałam się, aby dołączyć do drużyny siatkarskiej, ale stwierdziłam, że ewentualnie w przyszłym roku. Nie wiedziałam ile będę musiała zajmować się mamą, gdy wyjdzie ze szpitala, więc wolałam na razie nie dołączać. Po wszystkich lekcjach poszłam odłożyć niepotrzebne książki i wyszłam z budynku.
- Dalej się gniewasz? - Harry nagle znalazł się obok mnie.
- Której części w zdaniu "nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj" nie zrozumiałeś? - Spytałam na co chłopak zachichotał. Gdybym miała wybrać osobę, która zdenerwowała mnie najwięcej razy w moim życiu - zdecydowanie wybrałabym jego.
- Oh, daj spokój. Przeprosiłem. - Harry włożył ręce do kieszeni i zrobił prawie uroczy uśmiech. Ok.. Był uroczy, ale byłam na niego zbyt wkurzona, żeby to przyznać.
- Nie. Za każdym razem kiedy myślałam, że możesz przestać być takim palantem - żałowałam. Serio, Harry. Mam dosyć prób zaprzyjaźnienia się z tobą. - Westchnęłam i ruszyłam dalej w kierunku mojego domu, ale Harry stanął przede mną blokując mi drogę na co przewróciłam oczami.
- Daj mi jedną, ostatnią szansę. - Powiedział i spojrzał się na mnie prawie błagającym wzrokiem. Byłby błagający, gdyby nie fakt, że to Harry.
- Ok. Wybaczę ci jeśli coś zrobisz. - Uśmiechnęłam się nieco podstępnie.
- O boże... Co? - Harry przejechał ręką po twarzy.
- Zadzwonisz do Krystiana i wyjaśnisz mu tą sytuację. - Powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Co? Nie zadzwonie do tego idioty. - Parsknął.
- Więc nie mamy o czym gadać. - Zakpiłam i znów zaczęłam iść.
- Ugh, no dobra. Daj mi ten telefon. - Uśmiechnęłam się i odwróciłam się twarzą do niego.
- Nie odbiera ode mnie, musisz zadzwonić ze swojego.
- Dobra. Podaj mi jego numer. - Wymamrotał. Wiem, że nie powinnam się wtedy śmiać, ale naprawdę cała ta sytuacja mnie bawiła, nie mogę powiedzieć, że Harry'ego także.
Podyktowałam Harry'emu numer Krystiana i odszedł kilka kroków ode mnie, aby zadzwonić. Byłam ciekawa o czym rozmawiali, ale Harry kazał mi zostać. Chłopak chodził w kółko z telefonem przy uchu i z ręką w kieszeni, muszę przyznać, że wyglądał naprawdę atrakcyjnie. Ugh, znowu to robię. Po paru minutach Harry podszedł do mnie z lekkim uśmiechem.
- Umm, myślę, że on ci, to znaczy mi wybaczył, rozumiesz. - Kamień spadł mi z serca, kiedy Harry to powiedział.
- To cudownie! - Klasnęłam rękami i przytuliłam Harry'ego. Wydawał się nieco zaskoczony, ale po chwili odwzajemnił uścisk.
- Więc między nami jest już ok? - Harry powiedział z chrypką w głosie przez co przeszły mnie lekkie dreszcze, a on zachichotał. Odsunęłam się od niego i kiwnęłam głową. - Chcesz iść do Starbucks'a? - Zapytał, a ja znów energicznie potaknęłam głową z wielkim uśmiechem.
Harry objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w kierunku jego samochodu.
- Co jest w tej kawie, że aż tak ją lubisz? Ostatnio wypiłaś ją w przeciągu 3 sekund! - Nabijał się ze mnie w czasie, kiedy zapinałam pasy.
- Po prostu jest bardzo smaczna. - Wzruszyłam ramionami.
- Nie będzie ci przeszkadzało to, że będzie tam kilku moich znajomych?
- Nie, spoko. - W sumie nawet byłam ciekawa jego znajomych. Po paru minutach byliśmy już w kawiarni. Harry zamówił dla nas kawę i ruszyliśmy do chłopaków, których rozpoznałam jako grupkę z którą Harry często przebywa.
- Siema, stary! - Odezwał się blondyn i podał rękę Harry'emu.
- Siema. - Odpowiedział i uśmiechnął się. - Umm, to jest moja przyjaciółka Nicola. Nicola to jest Liam, Niall, Zayn i Louisa już znasz. - Przedstawił nas sobie.
- Witam. - Odezwał się Zayn, wziął moją rękę i lekko musnął ją ustami patrząc mi się w oczy. - Jesteś piękniejsza, niż Harry nam opowiadał. - Uśmiechnął się.
- Dobra, stary. - Wymamrotał Harry i lekko się zarumienił na co zachichotałam. Widzieć zawstydzonego Harry'ego, bezcenne! Muszę przyznać, że jego znajomi są lepsi, niż sądziłam, fakt są nieco nonszalanccy, ale też mili i zabawni. Najbardziej spodobał mi się Liam. Trochę trudno uwierzyć, że należy do grupki Harry'ego bo jest naprawdę ułożony i uroczy.
- Więc Nicola, od kiedy tutaj mieszkasz? Słyszę akcent, więc nie jesteś stąd? - Zapytał Niall popijając jak myślę cappuccino.
- Przeprowadziłam się tu w lipcu, wcześniej mieszkałam w Polsce. - Odpowiedziałam i sama wzięłam się za moje frappuccino.
- I jak ci się tu podoba? - Tym razem pytanie zadał Liam.
- Jest ok. - Wzruszyłam ramionami i spojrzałam się na zegar na ścianie, zauważyłam, że była szósta. Stwierdziłam, że muszę już iść, tym bardziej, że miałam jeszcze odwiedzić mamę i trochę się pouczyć. - Umm, dobra chłopaki, muszę lecieć.
- Gdzie idziesz? - Harry spojrzał się na mnie.
- Muszę jeszcze iść do mamy.
- Wiesz jak tam się dostać? - Byłam wdzięczna, że Harry nie powiedział, że do szpitala, nie chciałabym tłumaczyć jego przyjaciołom co się stało mojej mamie.
- W sumie to nie. - Zaśmiałam się. Nie miałam pojęcia jak się dostanę do mamy, wiedziałam tylko, że nie chcę znów wykorzystywać Harry'ego.
- Więc podwiozę cię, chodź.
- Nie chcę, żebyś ciągle mnie woził, czuję się przez to niekomfortowo.
- Daj spokój, to nic. Chodź. - Złapał mnie za nadgarstek i szybko wyprowadził z kawiarni. Zdążyłam tylko pomachać chłopakom na pożegnanie.
- Coś się stało? Dlaczego wyszliśmy tak szybko? - Harry prowadził nas do jego samochodu i nim się obejrzałam już w nim siedzieliśmy.
- Nic, absolutnie nic! - Krzyknął tak, że lekko podskoczyłam na fotelu. - Na każdym kroku powtarzasz mi, że masz chłopaka, a z nimi flirtujesz jak gdyby nigdy nic! - Kontynuował krzyczenie na mnie w czasie kiedy jechaliśmy przez zatłoczoną ulice.
- Żartujesz sobie?! Nie flirtowałam z żadnym z nich! - Odpowiedziałam równie głośno.
- Jasne. - Zakpił. Resztę drogi siedzieliśmy cicho, wiedziałam, że Harry zbyt długo niczego nie odwalił, całe trzy godziny. Dojechaliśmy do szpitala i oboje wyszliśmy z samochodu. Miałam nadzieję, że Harry odjedzie, ale po dłuższym zastanowieniu ktoś będzie musiał odwieźć mnie do domu. Nie chciałam go wykorzystywać, ale sam zaproponował, że mnie podwiezie, więc będę musiała też jakoś wrócić. Od razu ruszyliśmy do sali, gdzie wczoraj leżała moja mama. Kiedy ją zauważyłam wyglądała o niebo lepiej, nie wiem jak to możliwe, że w ciągu dnia jej wygląd tak się poprawił. Kazałam zaczekać chłopakowi, a sama poszłam do pokoju, gdzie lekarz siedział lekarz mamy.
- Dzień dobry. - Odezwałam się i równocześnie zwróciłam jego uwagę.
- Dzień dobry. - Odpowiedział z uśmiechem.
- Jak z moją mamą?
- Cóż, dużo lepiej. - Poprawił okulary i wstał z małego krzesełka.
- Naprawdę? - Uśmiechnęłam się i energicznie klasnęłam rękami.
- Tak. Obudziła się dzisiaj, ale tylko na piętnaście minut i dalej poszła spać. - Zaśmiał się - Nadal jest bardzo słaba, ale jej życiu już nic nie zagraża. - Ucieszyłam się, w końcu wszystko znowu wraca do normy. Wróciłam zadowolona do Harry'ego i mamy.
- I jak? Wygląda lepiej. - Odezwał się.
- Cudownie! Nawet na chwilę się dzisiaj obudziła, lekarz powiedział, że przeżyje.
- To świetnie. Dam wam dziesięć minut, zaczekam w samochodzie. - Wyszedł z sali, a ja usiadłam obok mamy. Byłam wtedy taka szczęśliwa, już myślałam, że ją stracę, a tu taka cudowna wiadomość! Z Krystianem też najprawdopodobniej się wszystko ułoży, muszę do niego zadzwonić kiedy będę w domu. Martwię się tylko trochę o Harry'ego, odkąd poznałam jego przyjaciół wydaję się jakiś przygaszony. Posiedziałam jeszcze chwilę z mamą, pocałowałam ją w czoło i poszłam do samochodu Harry'ego. Od razu ruszył, nawet na mnie nie spojrzał, jest zły?
- O co ci chodzi? - Spytałam przerywając niezręczną ciszę.
- Powiedziałem ci już. - Dalej nie odwrócił wzroku od przedniej szyby samochodu.
- Harry, nie flirtowałam z nimi, przepraszam jeśli dla ciebie tak to wyglądało, ale nie robiłam tego. - Nie musiałam mu się tłumaczyć, ale nie miałam siły na kłótnie.
- Huh, ok. - Chyba się tego nie spodziewał, najprawdopodobniej myślał, że wybuchnę i zacznę się na niego wydzierać. Po chwili byliśmy już pod moim domem.
- Chcesz wejść? - Uśmiechnęłam się do niego i wyszłam z samochodu. Usłyszałam, że wyszedł i idzie w moim kierunku. Weszliśmy do domu i od razu poszliśmy do salonu. Usiadłam na kanapie, a Harry zaraz do mnie dołączył. Rozmawialiśmy już przez jakiś czas, kiedy nagle poczułam, że naprawdę tęsknie za Krystianem. Brakuję mi pocałunków, przytulania... Wiedziałam, że minęło nie wiele czasu odkąd wyjechał, ale czy to miało jakieś znaczenie? Po prostu tęskniłam. Przysunęłam się lekko do Harry'ego, a on objął mnie ramieniem. Nim się obejrzałam leżałam pod Harry'm z jego językiem w buzi. Nie wiedziałam co robię, wiedziałam tylko, że potrzebuję trochę czyjegoś ciepła i.. miłości? Nie to złe słowo, po prostu potrzebowałam bliskości. Nasze języki poruszały się powoli, kiedy nagle uświadomiłam sobie co robię. Nie mogłam go tak wykorzystywać, nawet siebie nie poznawałam. Odsunęłam się lekko od Harry'ego.
- Co jest? - Cicho się odezwał  patrząc mi prosto w oczy. Cholera. Był taki przystojny. Musiałam się ocknąć i zrozumieć, że to co robiłam jest złe.
- Ja... Ja nie mogę.
- Hmm?
- Całować ciebie, kiedy jestem z Krystianem.
- Myślisz, że kim ja jestem?! Zabawką?! - Krzyknął i zszedł ze mnie.
- Przepraszam. - Szepnęłam.
- Jasne. Nie jestem tym, kim możesz się pocieszać, jeśli zatęsknisz za swoim chłopakiem, a potem zrzucać winę na mnie! - Krzyczał i szybko wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Byłam w rozsypce - zachowałam się jak szmata.

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 11

Chciałabym zadedykować ten rozdział mojej kochanej Klaudii, która leży teraz w szpitalu, zdrowiej kochana! 
________________________________________________________________________
- Nicola? - Usłyszałam głos Harry'ego i otworzyłam oczy. Poczułam ogromny ból głowy, ostatnia noc była dla mnie trudna, nie mogłam usnąć, a kiedy już to zrobiłam ciągle się budziłam. Nie byłam już w salonie, tylko w sypialni na łóżku, które najprawdopodobniej należało do Harry'ego, zastanawiałam się, czy mieszka on tu sam, czy z jego ojcem. To, że nie wie gdzie jest mogło oznaczać po prostu to, że wyszedł. - Jest już pierwsza, pomyślałem, że cię obudzę. - Odezwał się a ja lekko się uśmiechnęłam i cicho podziękowałam.
- Mógłbyś pokazać mi gdzie jest łazienka? Chciałabym wziąć prysznic. - Spytałam, a on kiwnął głową, wziął moją torbę i zaprowadził mnie do pomieszczenia w którym miałam się umyć. - Dzięki. - Wymamrotałam.
- Spoko.
Spojrzałam w ogromne lustro, które znajdowało się na ścianie i niemal zamarłam. Wyglądałam ohydnie, oczy miałam podpuchnięte, włosy cóż.. włosy żyły własnym życiem. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Woda na moim ciele spowodowała, że poczułam się nieco lepiej. Kiedy skończyłam się myć związałam mokre włosy w niedbałego koka, aby mi nie przeszkadzały i ubrałam się w to > klik <. Nie trudziłam się z makijażem, pomalowałam rzęsy tuszem i nałożyłam trochę pudru. Normalnie pewnie robiłabym wszystko, żeby wyglądać jak najlepiej przy Harry'm, ale wtedy miałam to gdzieś. Wzięłam torbę na ramię i zeszłam na dół.
- Harry? Gdzie jesteś? - Odezwałam się.
- W kuchni! - Odpowiedział na tyle głośno, żebym mogła go usłyszeć.
Kiedy weszłam do kuchni zauważyłam Harry'ego w fartuszku kucharskim, w którym muszę przyznać wyglądał bardzo uroczo.
- Siadaj, za chwilę będzie jajecznica, mam nadzieję, że lubisz? - Spytał uśmiechnięty.
- A kto nie lubi? - Zachichotałam.
- Racja. Kiedy zjemy mogę cię zawieźć do szpitala, jeśli chcesz?
- Byłoby świetnie. - Uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.
Zastanawiałam się, czy nie zadzwonić do Krystiana i poinformować go o wypadku mojej mamy, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu go martwić i tak już jedna osoba ma mnie na głowie. Harry podał mi talerz z jajecznicą, a ja natychmiast się do niego dobrałam. Nie byłam świadoma tego jak byłam głodna dopóki nie weszłam do kuchni, gdzie roznosiły się piękne zapachy.
- Spokojnie. - Zaśmiał się Harry widząc, że pochłaniam jezdnie prawie go nie gryząc, a ja tylko się uśmiechnęłam. Usiadł ze mną przy stole i także zaczął jeść.
Po 15 minutach siedzieliśmy w samochodzie Harry'ego w drodze do szpitala. Bałam się tego co usłyszę dzisiaj od lekarza, nie wyobrażam sobie, żeby moja mama odeszła. Harry chyba zauważył, że się martwię, więc złapał moją rękę i potarł palcami o nią, nie puszczał do póki nie podjechaliśmy pod szpital.
- Idziesz ze mną? - Spytałam z nadzieją w głosie, nie chciałam, żeby mnie opuszczał i nie wiedziałam, czy dlatego, że chcę go mieć przy sobie, czy po to, żebym nie musiała sama znosić tego, co powie mi lekarz.
- Chciałbym, naprawdę, ale jestem umówiony. - Westchnął, a ja natychmiast bardziej posmutniałam, nie chciałam, żeby nasz wspólny czas się skończył. - Ale jeśli będziesz potrzebowała później podwózki zadzwoń. - Lekko się uśmiechnął.
- Oh, ok. Dziękuję za wszystko. - Powiedziałam cicho i przytuliłam go na pożegnanie.
- Do zobaczenia, kochanie. - Poczułam lekkie ciepło w sercu, kiedy to powiedział, ale natychmiast się ogarnęłam, przecież byłam z Krystianem, którego kocham nad życie, nie z Harry'm, który po prostu się nade mną zlitował i przez jakiś czas był dla mnie miły.
- Na razie, Harry. - Wymamrotałam i wyszłam z samochodu. Kiedy znalazłam się w szpitalu natychmiast ruszyłam do sali, w której leżała moja mama. Weszłam do niej, ale jakaś pielęgniarka natychmiast mnie wyprosiła, nawet nie zdążyłam spytać się jej gdzie jest lekarz mojej mamy, lub ktokolwiek kto będzie w stanie poinformować mnie o stanie mojej mamy. Przeklęłam w myślach i poszłam do recepcji z nadzieją, że tam ktoś będzie w stanie udzielić mi informacji.
- Um, przepraszam? - Odezwałam się do kobiety, która była niezwykle rozdrażniona tym, że przeszkadzam jej w rozwiązywaniu krzyżówki. - Czy jest tutaj ktoś, kto mógłby powiedzieć mi cokolwiek o stanie mojej mamy? - Spytałam z nadzieją w głosie.
- Twoje nazwisko? - Powiedziała wyjątkowo szorstko.
- Hoocker.
- Hmm, z tego co tu widzę to twoja mama została przeniesiona do sali numer 3 w oddziale numer 5. - Wymamrotała patrząc na jakieś kartki.
- Okej, dziękuję. - Zanim się obejrzałam stałam pod salą, weszłam i natychmiast w oczy rzuciła mi się moja mama, wyglądała podobnie jak wczoraj, tyle, że była bardziej opuchnięta. Zauważyłam jakąś pielęgniarkę, więc postanowiłam, że spytam się jej o mamę.
- Chciałabym się dowiedzieć jak jest z moją mamą, lepiej? - Bałam się odpowiedzi.
- Tam jest lekarz, proszę jego o to zapytać. - Pokazała mi na lekarza mojej mamy i uśmiechnęła się. Podziękowałam jej i podeszłam do starszego mężczyzny.
- Dzień dobry. - Odezwałam się, aby zwrócić uwagę lekarza. - Jak z moją mamą? - Powtarzałam to zbyt wiele razy w jednym dniu.
- Jest lekka poprawa. Oddycha już samodzielnie, ale dalej jest w śpiączce. - Zrobiło mi się nieco lepiej, kiedy to powiedział.
- To dobrze, czy mogę przy niej trochę posiedzieć?
- Tak, ale naprawdę nie długo.
Podeszłam do łóżka mamy i przysunęłam sobie stołek na którym usiadłam. Cieszyłam się, że jest lekka poprawa, ale nadal byłam świadoma tego, że może się nie wybudzić. Postanowiłam, że zadzwonie do Krystiana, nie zamierzałam mu mówić o mamie, po prostu chciałam usłyszeć jego głos. Wybrałam numer i po paru sygnałach odezwał się.
- Nicola? Hej, wszytko w porządku? Nie powinnaś być w szkole? - Spytał zatroskanym głosem.
- Hej, tak, tak. Skończyłam wcześniej. - Westchnęłam.
- Na pewno? Brzmisz na zmęczoną..
- Tak wszystko jest ok. - Nie lubiłam go okłamywać.
- Cześć, kochanie. - Usłyszałam za sobą głos, głos Harry'ego. Modliłam się, aby Krystian tego nie usłyszał.
- Nicola? Czy to był ten idiota, Harry? - Rozpoznałam po jego głosie, że jest wściekły. - Nicola?! - Warknął. Nie potrafiłam wykrztusić słowa.
- No co jest? Odpowiedz mu. - Odezwał się Harry i kucnął obok mnie. Dlaczego mi to zrobił? Czy za mało się nacierpiałam?
- Umm, tak, to on. - Odpowiedziałam prawie szeptem.
- Cudownie! Czyli nic się nie zmieniło odkąd wyjechałem?! Nadal się z nim zabawiasz, kiedy nie ma mnie w pobliżu?! - Krzyczał, a mi mimowolnie łzy spływały po policzkach rozmazując przy tym mój makijaż.
- Nie, Krystian to nie tak. - Szlochałam, kiedy Harry tylko się przyglądał. Myślałam, że zmienił się choć trochę, ale on jak zwykle wyskoczył z czymś takim. Czemu?
- Jasne. - Powiedział i się rozłączył.
Wzięłam swoją torbę, spojrzałam na moją mamę i wybiegłam z sali.
- Nicola, czekaj! - Odwróciłam się i zauważyłam, że Harry za mną biegnie, więc przyspieszyłam. Kiedy znalazłam się poza szpitalem nie wiedziałam, gdzie mam biec, więc po prostu uciekałam przed siebie.
- Nicola, cholera, stój!
Nogi bolały mnie niemiłosiernie, ledwo mogłam oddychać, ale wiedziałam, że nie chcę ani patrzeć na Harry'ego, ani z nim rozmawiać. Już miałam skręcać do jakiegoś parku, kiedy Harry złapał mnie za ramię i odwrócił tak, że stałam twarzą do niego.
- Czego chcesz, Harry?! - Krzyknęłam z płaczem. W jednej chwili jest troskliwy i opiekuńczy, a w drugiej stara się zepchnąć mnie na dno. - Co z tobą jest nie tak?!
- Dlaczego uciekłaś? - Spytał ignorując moje pytanie, na co wściekłam się jeszcze bardziej.
- Dziwisz się?! Myślałam, że dałeś sobie spokój z niszczeniem mojego związku! - Harry opuścił głowę i się nie odzywał. Wiedziałam, że nie chcę spędzić z nim ani chwili więcej, wiec ruszyłam przed siebie szukając jakiegoś przystanku autobusowego. Harry dogonił mnie i szedł obok mnie, co mnie naprawdę denerwowało.
- Gdzie idziesz? - Spytał jak gdyby nigdy nic.
- To nie twoja sprawa, Harry. - Warknęłam.
Szliśmy już przez dłuższy czas i nigdzie nie widziałam przystanku. Postanowiłam, że zadzwonie do Victorii, wspominała mi kiedyś, że ma samochód i prawo jazdy, ale woli chodzić na pieszo. Wyjęłam telefon i wykręciłam jej numer.
- Hallo? - Usłyszałam jej głos.
- Hej, Vic. Czy mogłabyś po mnie przyjechać, proszę? Wiem, że pewnie masz dużo zajęć, ale utknęłam przy jakimś parku i nie mogę nigdzie znaleźć autobusu. - Błagałam ją, a Harry się skrzywił.
- Odwiozę Cię do domu. - Odezwał się, a ja na to wywróciłam oczami.
- Zrobiłabym to, ale niestety mój samochód się popsuł, a mama zabrała swój. Czy coś się stało? - Spytała z troską w głosie, a mi natychmiast zaczęły się zbierać łzy w oczach, ale udało mi się je powstrzymać, zanim znów zmoczyłyby mój policzek.
- Nie wszystko jest, ok. - Westchnęłam. - Mimo wszystko dzięki, do jutra.
- Ok, jak coś to dzwoń, pa.
- Nicola, odwiozę cię. - Harry złapał mnie za ramię kiedy znów zaczęłam iść. - Daj sobie pomóc.
- Już mi wystarczająco pomogłeś. - Wyszarpałam się i zaczęłam iść dalej. Naprawdę chciałam, żeby zawiózł mnie do domu, padałam ze zmęczenia, a moje nogi powoli odmawiały posłuszeństwa.
- Przepraszam, ok? - Bełkotał tak, że prawie go nie usłyszałam.
- I co mi z twojego cholernego przepraszam?! - Krzyknęłam i spojrzałam się na niego, a on się tylko patrzał. - Powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś? - Westchnęłam. Naprawdę nie chciałam robić scen na środku chodnika.
- Ja... Ja myślę, że..
- Że co, Harry?
- Że zrobiłem to dla zabawy. - Odezwał się, a ja tylko pokręciłam głową. Niszczy mi związek dla zabawy? Cudownie.
- Zawieź mnie do domu. - Warknęłam. Nie chciałam z nim przebywać, ale nie widziałam innego wyjścia. - Pokiwał głową i ruszyliśmy do jego samochodu. Szliśmy jakieś 5 minut. Harry otworzył mi drzwi, weszłam do samochodu i zapięłam pasy. Chłopak zrobił to samo i pojechaliśmy do mojego domu.
Przez całą podróż się nie odzywaliśmy. Gdy znaleźliśmy się przed moim domem wyszłam z pojazdu i ruszyłam do drzwi. Wyjęłam klucze z torebki i jak najszybciej je otworzyłam. Poczułam, że Harry znów łapie mnie za ramię i odwraca w jego stronę.
- Co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła? - Prawie krzyczał.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, nic chcę cię znać. - Syknęłam i weszłam do domu, zatrzasnęłam drzwi Harry'emu, który wyglądał jakby dostał cios w policzek.