czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 13

Kiedy Harry wyszedł nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Za co się bym nie wzięła przypominało mi o nim i o jego ustach... Nie! Nie ustach o tym, że znowu zrobiłam taką okropną rzecz Krystianowi, no i tym razem także Harry'emu.
Postanowiłam, że zadzwonię do Krystiana, nie wiedziałam po co. Wiedziałam tylko, że jeśli będę dalej siedziała sama to moje myśli mnie zjedzą.
- Ta? - odebrał za 5 sygnałem i jego głos nie brzmiał zbyt miło, czy Harry coś mu powiedział? W końcu miał jego numer, ale czy zrobiłby to?
- Hej, skarbie. Coś się stało? - spytałam najmilej jak potrafiłam.
- Nie, KOCHANIE. Oczywiście, że nic - sarkazm w jego głosie był tak zauważalny, że przeszły mnie bolesne dreszcze po kręgosłupie. Nie wiedziałam co Harry mu nagadał, ale chciałam, żeby to wszystko się skończyło. Jak na razie rok szkolny był do bani. Marzyłam, żeby wrócić do Polski i nigdy więcej nie zobaczyć Harry'ego, nawet jeśli to ja wykorzystałam go niecałą godzinę wcześniej.
- Co jest? - westchnęłam.
- U mnie po staremu, lepiej opowiadaj jak tam twój nowy chłopak! - krzyczał do telefonu.
- Co on ci naopowiadał? - wytarłam dłonią łzy, które ostatnio często mi towarzyszyły - za często.
- Nic czego bym wcześniej nie wiedział - co?
- Huh? - tylko to byłam wstanie z siebie wydusić.
- Wiedziałem, że prędzej czy później ten chłopak owinie ciebie wokół palca, ale nie wiedziałem, że aż tak szybko - parsknął. - Chociaż w sumie co się dziwić, zawsze byłaś łatwą laską - zachichotał, a ja skuliłam się z bólu, który rozrywał mnie wewnętrznie na kawałeczki. Nigdy nie uważałam siebie za "łatwą", nawet nie wiem dlaczego on tak powiedział, sam starał się o mnie ponad pół roku. To długo, prawda?
- Przesadzasz - pisnęłam.
- Mam tylko nadzieję, że się zabezpieczacie - warknął i się rozłączył. Że my się co? Zabezpieczamy? Wtedy już chyba nie chciałam wiedzieć co Harry nagadał Krystianowi. Dzwonienie do niego to był zły pomysł, miał mi pomóc a nie mnie zniszczyć.
Poszłam na górę do mojego pokoju i opadłam na łóżko. Nawet nie płakałam - nie miałam siły. Nie wiedziałam na czym stoję, nie wiedziałam także, że Harry posunie się do czegoś takiego. Powiedział Krystianowi, że się z nim przespałam? Zwariował?! Zastanawiałam się, czy powiedział mu te wszystkie gówna, kiedy kazałam mu zadzwonić do mojego już prawdopodobnie ex-chłopaka, czy zrobił to po jego najgorszej wizycie w moim domu.
Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic, miałam nadzieję, że mi pomoże i na całe szczęście tak się stało. Gorące prysznice to coś dla czego warto żyć. Ciepła woda przyjemnie rozluźniła moje spięte mięśnie i częściowo wymazała z mojego mózgu wspomnienia tego nieszczęsnego wieczora. Nie chciałam iść jutro do szkoły, ale stwierdziłam, że nie mogę zaniedbywać nauki przez problemy sercowe, czy jakkolwiek się to nazywa. Przebrałam się w piżamę i zaczęłam się uczyć co szło mi lepiej, niż myślałam, prysznic naprawdę mi pomógł.
Po paru godzinach nauki była już jedenasta. Czas tak szybko mi zleciał i cieszyłam się z tego powodu przynajmniej nie myślałam o... Tym wszystkim. Spakowałam torbę do szkoły i poszłam spać.
Obudziłam się o czwartej, czyli dwie i pół godziny szybciej niż powinnam, ale naprawdę czułam się wyspana i ufałam sobie, że tak jest. Myślałam, że głowa mi eksploduję z bólu, ale zignorowałam to i poszłam się umyć. Woda nie zadziałała na mnie tak bardzo kojąco jak wczoraj, ale nadal było przyjemnie. Umyłam głowę, spięłam włosy, ubrałam się w stary dres i zeszłam do kuchni, żeby nastawić wodę na kawę. Usiadłam przy stolę, a myślami ciągle wracałam do wczorajszego wieczora, który nie należał do najlepszych dla mnie. Czajnik zagwizdał, a ja natychmiast podbiegłam i go wyłączyłam, gdyby wydawał ten okropny dźwięk sekundę dłużej moja głowa by tego nie wytrzymała. Zalałam kawę i szybko się jej napiłam. Skrzywiłam się, bo wyszła mi wyjątkowo niedobra, ale nie chciało mi się robić drugiej. Poszłam z nią do salonu i włączyłam telewizor, skakałam po kanałach i skończyło się na tym, że oglądałam jakiś program kulinarny z którego i tak nic nie wiem bo ciągle myślałam albo o Krystianie, albo o Harry'm, albo o mamie. Kiedy wypiłam ciepły napój wyłączyłam telewizor i poszłam zrobić coś z moimi włosami. Były już prawie suche, więc używałam suszarki niecałe 3 minuty, a kiedy z nią skończyłam wyjęłam lokówkę i lekko podkręciłam włosy, które absolutnie nie chciały ze mną współpracować, ale po dwudziestu minutach udało mi się coś z nimi zrobić coś porządnego. Postanowiłam, że nie będę się malować mocno - nie miałam na to humoru, więc przejechałam tylko parę razy mascarą po rzęsach i nałożyłam trochę pudru. Weszłam do mojego pokoju i przebrałam się w to > klik <. Akurat kiedy skończyłam była idealna pora, żeby wyjść z domu. Zabrałam torbę i ruszyłam do szkoły. Nie chciałam się widzieć z Harry'm bardziej niż kiedykolwiek, wiedziałam, że gdy tylko na niego spojrzę nie wytrzymam. Nim się obejrzałam czekałam pod klasą na dzwonek. Tak bardzo chciałam być w domu na łóżku pod kołdrą i płakać przez to jak głupia jestem. Jeszcze zanim tu przyjechałam miałam wszystko, czego mi było potrzeba do szczęścia, a teraz jestem tutaj i wszystko mi się wali.
- Heeeej, jesteś? - nagle zauważyłam Victorię, która macha mi ręką przed oczami. Jak to możliwe, że jej wcześniej nie widziałam?
- Zamyśliłam się, hej - krzywo się uśmiechnęłam.
- Jak tam? - uśmiechnęła się jak zwykle promiennie.
- Gorzej chyba być nie może - westchnęłam i z całych sił starałam się nie uronić żadnej łzy. - Powiem ci, po szkole.
- Okej - cieszyłam się, że nie naciskała, ale widziałam, że jest ciekawa jak cholera.
Zadzwonił dzwonek, a minutę później przyszedł nauczyciel, który zaprosił nas do klasy. Wyjęłam potrzebne książki i usiadłam na moim stałym miejscu obok Vic. Ta lekcja minęła mi wyjątkowo dobrze, udało mi się dobrze napisać zadanie, co w sumie mnie za bardzo nie zdziwiło. Przecież tyle się uczyłam. Podobała mi się jeszcze bardziej dlatego, że nie było na niej chłopaka, który za hobby wybrał sobie niszczenie mi życia.
Reszta dnia w szkolę minęła jak pstryknięciem palca, więc nim się zorientowałam siedziałam z kolejnym kubkiem kawy i Vic w salonie.
- Więc opowiadaj co się dzieje? - powiedziała z widocznym zmartwieniem w oczach.
Westchnęłam i powiedziałam jej wszystko. Począwszy od wypadku mojej mamy do wczorajszej sytuacji i obie płakałyśmy. Uwielbiam ją za to, że jest taka troskliwa i tak mi się oddaję. Jest taką przyjaciółką, jaką każdy powinien być - cudowną.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? - wytarła mokre od łez policzki.
- Nie wiem, nie chciałam cię martwić.
- Powinnaś mi mówić o takich rzeczach! Przyjaźnimy się. Teraz na pewno jest ci trochę lepiej, kiedy powiedziałaś mi o tym wszystkim - miała racje. Powiedzenie jej było dobrym pomysłem, czułam, że nie jestem z tym sama.
- Tak... Jest - uśmiechnęłam się i poszłam po chusteczki. - Myślisz, że mogłabyś u mnie jutro nocować? Mam już trochę dosyć samej spać w tym domu.
- Jasne, wezmę jakieś komedie i się trochę rozerwiemy - nieco się rozpogodziłam, ale wiedziałam, że czeka mnie jeszcze wizyta w szpitalu u mamy, miałam nadzieję, że od wczoraj nic się nie pogorszyło.
- Muszę jeszcze dzisiaj jechać do mamy - westchnęłam. - Chciałabyś mi posłużyć jako nawigacja? Odwiozę Cię potem do domu, obiecuję - prosiłam, a Victoria tylko się zaśmiała i przytaknęła na znak, że się zgadza.
Poszłam po dokumenty i kluczyki od samochodu mojej mamy, który świeżo wrócił z naprawy po wypadku. Ubrałyśmy się i poszłyśmy do samochodu.
- Co dokładnie mówił ci wczoraj lekarz? - spytała Vic, kiedy odpalałam auto.
- Że obudziła się na trochę i jej życiu raczej nic nie zagraża - uśmiechnęłam się i wyjechałam z podjazdu przed domem.
- To dobrze - odpowiedziała.
Przez całą drogę rozmawiałyśmy o naszych ulubionych aktorach i piosenkarzach, a w między czasie Vic informowała mnie, gdzie mam jechać. Po 20 minutach byłyśmy pod salą mojej mamy. Westchnęłam i otworzyłam drzwi. Kiedy ją zobaczyłam, myślałam, że śnie. Siedziała oparta o zagłówek łóżka i rozmawiała z jej lekarzem. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy on w ogóle jest czasem w domu.
- Mamo! - krzyknęłam i szybko do niej podbiegłam. Odwróciła się w moją stronę i szeroko się uśmiechnęła, zauważyłam, że nie miała jednej jedynki, co trochę mnie rozśmieszyło, ale szybko się uspokoiłam. - Jak się czujesz? Lepiej? Tak się martwiłam..
- Czuję się tak, jakbym piła przez miesiąc i miała teraz ogromnego kaca - zaśmiała się, a ja razem z nią.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest. Jak z nią dokładnie? - zwróciłam się do doktora.
- Cóż, jest na razie obolała, ale wszystko będzie z nią okej - uśmiechnął się. - Poleży jeszcze tydzień na obserwacji, a potem wypuścimy ją do domu.
- To cudowna wiadomość! - usłyszałam za mną podekscytowaną Victorię na co się uśmiechnęłam, a moja mama zachichotała.
- Tak się o ciebie martwiłam - podeszłam do mamy i delikatnie ją przytuliłam. Pamiętałam, że lekarz mówił, że doznała obrażeń klatki piersiowej, wiec pewnie bardzo ją boli.
- Widzisz, niepotrzebnie - zaśmiała się. - Wszystko z tobą dobrze? Nie było mnie przez tyle dni..
- Tak, wszystko po staremu - skłamałam i wzruszyłam ramionami. Ostatnią rzeczą, którą chciałam to martwienie ją o to jak potraktowałam chłopaków, a oni mnie.
- To cudownie - uśmiechnęła się, a ja nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. - Śmiejesz się z braku mojego zęba?! To nie miłe - zrobiła obrażoną minę.
- Przepraszam - zachichotałam.
- Kiedy wyjdę będziemy musiały wybrać się do dentysty - powiedziała, a ja przytaknęłam.
Zostałyśmy u mamy jeszcze pół godziny, a potem standardowo pocałowałam ją w czoło i wyszłyśmy z sali. Kiedy szłyśmy przez korytarz zauważyłam kogoś, kogo nie chciałam widzieć do końca mojego życia. Cały mur, który zbudowałam przez ten jeden dzień runął w tym samym momencie, kiedy na mnie spojrzał. Łzy natychmiast napłynęły mi do oczu i poczułam się jakbym dostała kopa w brzuch. Podszedł do nas i zatarasował nam drogę.
- Odejdź Harry - warknęła Vic, za co byłam jej dozgonnie wdzięczna.
- Muszę z nią pogadać - nie rozpoznałam tego tonu, nie był ani zły, ani przejęty, ani normalny.
- Ona nie chcę z tobą gadać - parsknęła.
- Nie mów do cholery czego ona chce, a czego nie! - krzyknął tak głośno, że obie podskoczyłyśmy. Victoria się nie odzywała, więc zrozumiałam, że teraz moja kolej.
- Czego chcesz Harry? - powiedziałam tak cicho, że nawet ja ledwo to usłyszałam.
- Muszę z tobą pogadać. Tylko z tobą. - Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, a ja przytaknęłam, więc odeszła tak daleko, żeby nie słyszeć o czym rozmawiamy. - Nie chciałem - wymamrotał, a ja się zaśmiałam. Mówił to tak często.
- Ja też nie, Harry - westchnęłam.
- Co? - spytał, a ja spojrzałam mu w oczy i wzięłam głęboki oddech.
- Nie chciałam ciebie spotkać, nie chciałam, żeby w moim życiu znalazł się ktoś taki jak ty. Dlaczego bawi ciebie niszczenie mi życia? Wiem, że na kilka rzeczy sobie zasłużyłam, ale czy aż tak? Czy postąpiłam aż tak źle? - mówiłam, kiedy łza spłynęła mi po policzku, ale natychmiast ją wytarłam. Nie chciałam, żeby widział jak płaczę, nie chciałam pokazywać jak słaba jestem.
- Taa, trochę przesadziłem - odpowiedział. Jego podejście mnie niszczyło.
- Trochę?! Harry! Powiedziałeś Krystianowi, że z tobą spałam! - wydarłam się i przeszłam obok niego, na co złapał mnie mocno za ramie i odwrócił w jego kierunku. Nie miałam siły się wyszarpywać, wiedziałam, że byłoby to bez sensu.
- Wiem, ale nie odchodź ode mnie - powiedział tak, jakby mu zależało, ale oczywiście, że tak nie było. Chciał tylko znów odzyskać moje zaufanie, a potem powiedzieć kilku facetom, że z nim spałam, żeby zrobić ze mnie "łatwą laskę", jak to nazwał Krystian.
- Chciałabym - powiedziałam szczerze. Lubiłam Harry'ego, ale takiego jaki jest sam ze mną - miłego, troskliwego, zabawnego. A nie takiego jaki jest naprawdę - samolubnego i wrednego. Szkoda, że nie może być zawsze tym pierwszym. - Ale nie mogę pozwalać ci ciągle doprowadzać mnie do takiego stanu. To koniec, zrozum.
- Proszę... - powiedział zdesperowany, chciałabym wierzyć, że naprawdę jest.
- Nienawidzę cię rozumiesz? Nienawidzę cię, bo naprawdę chciałabym, żebyśmy mogli się przyjaźnić, kochać czy cokolwiek, ale nie pozwalasz nam na to, niszczysz każdą cząstkę mnie! - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Udało mi wyszarpnąć z rąk chłopaka i jak najszybciej ruszyłam w kierunku Victorii zostawiając Harry'ego, który wyglądał jakby miał złamane serce. Wiedziałam, że tak nie było.

7 komentarzy:

  1. o jezu, taki cudowny!
    znowu się poplakalam, jest świetny, pisz juz kolejny!:(
    /klaudusia:-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz kolejny, proszę! Ale będą ze sobą prawda? Boże ona musi być z Hazzą. ♥ ♥ !!! - Majka T. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Błagam pisz dalej *.* Szybko, szybko. Już nie mogę się doczekać kolejnego! Boskie to! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Brakuje regularności w tym blogu. Rozumiem, szkoła, lekcje, własne życie ale zaniedbujesz czytelników. Jeden post pojawia się po tygodniu, a na inny trzeba czekać miesiąc .. Nie chcę żebyś pomyślała, że to hejt czy coś, bo kocham twoje opowiadanie, no ale jak już wspomniałam, regularność ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, przepraszam, kochana. Postaram się pisać jak najczęściej tylko mogę, niestety czasem mam gorsze dni i nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, nie mówiąc o napisaniu rozdziału. Będę próbowała dodawać regularnie. :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. suuuper
    <3 <3 <3 Jessica

    OdpowiedzUsuń