sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 11

Chciałabym zadedykować ten rozdział mojej kochanej Klaudii, która leży teraz w szpitalu, zdrowiej kochana! 
________________________________________________________________________
- Nicola? - Usłyszałam głos Harry'ego i otworzyłam oczy. Poczułam ogromny ból głowy, ostatnia noc była dla mnie trudna, nie mogłam usnąć, a kiedy już to zrobiłam ciągle się budziłam. Nie byłam już w salonie, tylko w sypialni na łóżku, które najprawdopodobniej należało do Harry'ego, zastanawiałam się, czy mieszka on tu sam, czy z jego ojcem. To, że nie wie gdzie jest mogło oznaczać po prostu to, że wyszedł. - Jest już pierwsza, pomyślałem, że cię obudzę. - Odezwał się a ja lekko się uśmiechnęłam i cicho podziękowałam.
- Mógłbyś pokazać mi gdzie jest łazienka? Chciałabym wziąć prysznic. - Spytałam, a on kiwnął głową, wziął moją torbę i zaprowadził mnie do pomieszczenia w którym miałam się umyć. - Dzięki. - Wymamrotałam.
- Spoko.
Spojrzałam w ogromne lustro, które znajdowało się na ścianie i niemal zamarłam. Wyglądałam ohydnie, oczy miałam podpuchnięte, włosy cóż.. włosy żyły własnym życiem. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Woda na moim ciele spowodowała, że poczułam się nieco lepiej. Kiedy skończyłam się myć związałam mokre włosy w niedbałego koka, aby mi nie przeszkadzały i ubrałam się w to > klik <. Nie trudziłam się z makijażem, pomalowałam rzęsy tuszem i nałożyłam trochę pudru. Normalnie pewnie robiłabym wszystko, żeby wyglądać jak najlepiej przy Harry'm, ale wtedy miałam to gdzieś. Wzięłam torbę na ramię i zeszłam na dół.
- Harry? Gdzie jesteś? - Odezwałam się.
- W kuchni! - Odpowiedział na tyle głośno, żebym mogła go usłyszeć.
Kiedy weszłam do kuchni zauważyłam Harry'ego w fartuszku kucharskim, w którym muszę przyznać wyglądał bardzo uroczo.
- Siadaj, za chwilę będzie jajecznica, mam nadzieję, że lubisz? - Spytał uśmiechnięty.
- A kto nie lubi? - Zachichotałam.
- Racja. Kiedy zjemy mogę cię zawieźć do szpitala, jeśli chcesz?
- Byłoby świetnie. - Uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.
Zastanawiałam się, czy nie zadzwonić do Krystiana i poinformować go o wypadku mojej mamy, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu go martwić i tak już jedna osoba ma mnie na głowie. Harry podał mi talerz z jajecznicą, a ja natychmiast się do niego dobrałam. Nie byłam świadoma tego jak byłam głodna dopóki nie weszłam do kuchni, gdzie roznosiły się piękne zapachy.
- Spokojnie. - Zaśmiał się Harry widząc, że pochłaniam jezdnie prawie go nie gryząc, a ja tylko się uśmiechnęłam. Usiadł ze mną przy stole i także zaczął jeść.
Po 15 minutach siedzieliśmy w samochodzie Harry'ego w drodze do szpitala. Bałam się tego co usłyszę dzisiaj od lekarza, nie wyobrażam sobie, żeby moja mama odeszła. Harry chyba zauważył, że się martwię, więc złapał moją rękę i potarł palcami o nią, nie puszczał do póki nie podjechaliśmy pod szpital.
- Idziesz ze mną? - Spytałam z nadzieją w głosie, nie chciałam, żeby mnie opuszczał i nie wiedziałam, czy dlatego, że chcę go mieć przy sobie, czy po to, żebym nie musiała sama znosić tego, co powie mi lekarz.
- Chciałbym, naprawdę, ale jestem umówiony. - Westchnął, a ja natychmiast bardziej posmutniałam, nie chciałam, żeby nasz wspólny czas się skończył. - Ale jeśli będziesz potrzebowała później podwózki zadzwoń. - Lekko się uśmiechnął.
- Oh, ok. Dziękuję za wszystko. - Powiedziałam cicho i przytuliłam go na pożegnanie.
- Do zobaczenia, kochanie. - Poczułam lekkie ciepło w sercu, kiedy to powiedział, ale natychmiast się ogarnęłam, przecież byłam z Krystianem, którego kocham nad życie, nie z Harry'm, który po prostu się nade mną zlitował i przez jakiś czas był dla mnie miły.
- Na razie, Harry. - Wymamrotałam i wyszłam z samochodu. Kiedy znalazłam się w szpitalu natychmiast ruszyłam do sali, w której leżała moja mama. Weszłam do niej, ale jakaś pielęgniarka natychmiast mnie wyprosiła, nawet nie zdążyłam spytać się jej gdzie jest lekarz mojej mamy, lub ktokolwiek kto będzie w stanie poinformować mnie o stanie mojej mamy. Przeklęłam w myślach i poszłam do recepcji z nadzieją, że tam ktoś będzie w stanie udzielić mi informacji.
- Um, przepraszam? - Odezwałam się do kobiety, która była niezwykle rozdrażniona tym, że przeszkadzam jej w rozwiązywaniu krzyżówki. - Czy jest tutaj ktoś, kto mógłby powiedzieć mi cokolwiek o stanie mojej mamy? - Spytałam z nadzieją w głosie.
- Twoje nazwisko? - Powiedziała wyjątkowo szorstko.
- Hoocker.
- Hmm, z tego co tu widzę to twoja mama została przeniesiona do sali numer 3 w oddziale numer 5. - Wymamrotała patrząc na jakieś kartki.
- Okej, dziękuję. - Zanim się obejrzałam stałam pod salą, weszłam i natychmiast w oczy rzuciła mi się moja mama, wyglądała podobnie jak wczoraj, tyle, że była bardziej opuchnięta. Zauważyłam jakąś pielęgniarkę, więc postanowiłam, że spytam się jej o mamę.
- Chciałabym się dowiedzieć jak jest z moją mamą, lepiej? - Bałam się odpowiedzi.
- Tam jest lekarz, proszę jego o to zapytać. - Pokazała mi na lekarza mojej mamy i uśmiechnęła się. Podziękowałam jej i podeszłam do starszego mężczyzny.
- Dzień dobry. - Odezwałam się, aby zwrócić uwagę lekarza. - Jak z moją mamą? - Powtarzałam to zbyt wiele razy w jednym dniu.
- Jest lekka poprawa. Oddycha już samodzielnie, ale dalej jest w śpiączce. - Zrobiło mi się nieco lepiej, kiedy to powiedział.
- To dobrze, czy mogę przy niej trochę posiedzieć?
- Tak, ale naprawdę nie długo.
Podeszłam do łóżka mamy i przysunęłam sobie stołek na którym usiadłam. Cieszyłam się, że jest lekka poprawa, ale nadal byłam świadoma tego, że może się nie wybudzić. Postanowiłam, że zadzwonie do Krystiana, nie zamierzałam mu mówić o mamie, po prostu chciałam usłyszeć jego głos. Wybrałam numer i po paru sygnałach odezwał się.
- Nicola? Hej, wszytko w porządku? Nie powinnaś być w szkole? - Spytał zatroskanym głosem.
- Hej, tak, tak. Skończyłam wcześniej. - Westchnęłam.
- Na pewno? Brzmisz na zmęczoną..
- Tak wszystko jest ok. - Nie lubiłam go okłamywać.
- Cześć, kochanie. - Usłyszałam za sobą głos, głos Harry'ego. Modliłam się, aby Krystian tego nie usłyszał.
- Nicola? Czy to był ten idiota, Harry? - Rozpoznałam po jego głosie, że jest wściekły. - Nicola?! - Warknął. Nie potrafiłam wykrztusić słowa.
- No co jest? Odpowiedz mu. - Odezwał się Harry i kucnął obok mnie. Dlaczego mi to zrobił? Czy za mało się nacierpiałam?
- Umm, tak, to on. - Odpowiedziałam prawie szeptem.
- Cudownie! Czyli nic się nie zmieniło odkąd wyjechałem?! Nadal się z nim zabawiasz, kiedy nie ma mnie w pobliżu?! - Krzyczał, a mi mimowolnie łzy spływały po policzkach rozmazując przy tym mój makijaż.
- Nie, Krystian to nie tak. - Szlochałam, kiedy Harry tylko się przyglądał. Myślałam, że zmienił się choć trochę, ale on jak zwykle wyskoczył z czymś takim. Czemu?
- Jasne. - Powiedział i się rozłączył.
Wzięłam swoją torbę, spojrzałam na moją mamę i wybiegłam z sali.
- Nicola, czekaj! - Odwróciłam się i zauważyłam, że Harry za mną biegnie, więc przyspieszyłam. Kiedy znalazłam się poza szpitalem nie wiedziałam, gdzie mam biec, więc po prostu uciekałam przed siebie.
- Nicola, cholera, stój!
Nogi bolały mnie niemiłosiernie, ledwo mogłam oddychać, ale wiedziałam, że nie chcę ani patrzeć na Harry'ego, ani z nim rozmawiać. Już miałam skręcać do jakiegoś parku, kiedy Harry złapał mnie za ramię i odwrócił tak, że stałam twarzą do niego.
- Czego chcesz, Harry?! - Krzyknęłam z płaczem. W jednej chwili jest troskliwy i opiekuńczy, a w drugiej stara się zepchnąć mnie na dno. - Co z tobą jest nie tak?!
- Dlaczego uciekłaś? - Spytał ignorując moje pytanie, na co wściekłam się jeszcze bardziej.
- Dziwisz się?! Myślałam, że dałeś sobie spokój z niszczeniem mojego związku! - Harry opuścił głowę i się nie odzywał. Wiedziałam, że nie chcę spędzić z nim ani chwili więcej, wiec ruszyłam przed siebie szukając jakiegoś przystanku autobusowego. Harry dogonił mnie i szedł obok mnie, co mnie naprawdę denerwowało.
- Gdzie idziesz? - Spytał jak gdyby nigdy nic.
- To nie twoja sprawa, Harry. - Warknęłam.
Szliśmy już przez dłuższy czas i nigdzie nie widziałam przystanku. Postanowiłam, że zadzwonie do Victorii, wspominała mi kiedyś, że ma samochód i prawo jazdy, ale woli chodzić na pieszo. Wyjęłam telefon i wykręciłam jej numer.
- Hallo? - Usłyszałam jej głos.
- Hej, Vic. Czy mogłabyś po mnie przyjechać, proszę? Wiem, że pewnie masz dużo zajęć, ale utknęłam przy jakimś parku i nie mogę nigdzie znaleźć autobusu. - Błagałam ją, a Harry się skrzywił.
- Odwiozę Cię do domu. - Odezwał się, a ja na to wywróciłam oczami.
- Zrobiłabym to, ale niestety mój samochód się popsuł, a mama zabrała swój. Czy coś się stało? - Spytała z troską w głosie, a mi natychmiast zaczęły się zbierać łzy w oczach, ale udało mi się je powstrzymać, zanim znów zmoczyłyby mój policzek.
- Nie wszystko jest, ok. - Westchnęłam. - Mimo wszystko dzięki, do jutra.
- Ok, jak coś to dzwoń, pa.
- Nicola, odwiozę cię. - Harry złapał mnie za ramię kiedy znów zaczęłam iść. - Daj sobie pomóc.
- Już mi wystarczająco pomogłeś. - Wyszarpałam się i zaczęłam iść dalej. Naprawdę chciałam, żeby zawiózł mnie do domu, padałam ze zmęczenia, a moje nogi powoli odmawiały posłuszeństwa.
- Przepraszam, ok? - Bełkotał tak, że prawie go nie usłyszałam.
- I co mi z twojego cholernego przepraszam?! - Krzyknęłam i spojrzałam się na niego, a on się tylko patrzał. - Powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś? - Westchnęłam. Naprawdę nie chciałam robić scen na środku chodnika.
- Ja... Ja myślę, że..
- Że co, Harry?
- Że zrobiłem to dla zabawy. - Odezwał się, a ja tylko pokręciłam głową. Niszczy mi związek dla zabawy? Cudownie.
- Zawieź mnie do domu. - Warknęłam. Nie chciałam z nim przebywać, ale nie widziałam innego wyjścia. - Pokiwał głową i ruszyliśmy do jego samochodu. Szliśmy jakieś 5 minut. Harry otworzył mi drzwi, weszłam do samochodu i zapięłam pasy. Chłopak zrobił to samo i pojechaliśmy do mojego domu.
Przez całą podróż się nie odzywaliśmy. Gdy znaleźliśmy się przed moim domem wyszłam z pojazdu i ruszyłam do drzwi. Wyjęłam klucze z torebki i jak najszybciej je otworzyłam. Poczułam, że Harry znów łapie mnie za ramię i odwraca w jego stronę.
- Co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła? - Prawie krzyczał.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, nic chcę cię znać. - Syknęłam i weszłam do domu, zatrzasnęłam drzwi Harry'emu, który wyglądał jakby dostał cios w policzek.

7 komentarzy:

  1. Ostro! :D bardzo mi się podobał :)czekam na kolejny ;) weny!♥

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham cie strasznie:(<3
    ~klaudusia

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez nie mogę się doczekać następnego *.* proosze powiedz ze się pogodzą *o* btw. Rozdział niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Idealnie jak zwykle :** nie moge sie doczekac nastepnego rozdziału !! Kocham to opowiadanieee !!!!!<33 / ta pojebana z szkocji <3

    OdpowiedzUsuń