środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 1

- Nicola, wstawaj! - Usłyszałam krzyk mojej mamy.
Przetarłam oczy i spojrzałam na kalendarz. Ughhh, to już dziś, pierwszy dzień szkoły. Nie chodzi o to, że nie lubię się uczyć bo  wychodzi mi to całkiem dobrze.. Chodzi o to, że idę pierwszy raz do szkoły w Londynie.
Przeprowadziłam się z mamą w lipcu. Nie znam jeszcze nikogo, całe wakacje przesiedziałam przed komputerem, pisząc z moim chłopakiem i przyjaciółmi.
Tata zginął, kiedy miałam 3 lata. Wpadł pod samochód, od tego czasu moja mama się z nikim nie umówiła, bardzo kochała się z tatą. Teraz mamy tylko siebie, ale tak naprawdę żyje nam się dobrze.
Wstałam z łóżka i poszłam się szykować, wzięłam prysznic, umyłam zęby i poszłam wybrać sobie odpowiedni strój.
Założyłam na siebie to > klik <. Myślę, że nie będzie przeszkadzało mi to, że w mojej nowej szkole można nosić buty na obcasach, oo tak!
Nałożyłam sobie na oczy odrobinę eyeliner'u i błyszczyk na usta.
Kiedy byłam gotowa zeszłam na dół, gdzie mama własnie skończyła robić śniadanie. Przywitałam ją całusem w policzek i usiadłam przy stole. Podała mi wyglądającą bardzo apetycznie jajecznice i pełną szklankę soku pomarańczowego.
- Zestresowana? - Spytała mnie z troską.
- Umm, zdecydowanie. - Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Myślę, że na pewno się z kimś zaprzyjaźnisz. W końcu w Polsce miałaś tylu przyjaciół! - Pociesza mnie.
- Taa, mam nadzieję. Nie chciałabym aby moje kolejne lata wyglądały tak jak wakacje..
- Nie będą.A teraz pośpiesz się bo ja spóźnię się do pracy a ty do szkoły.
Gdy skończyłam jeść śniadanie zarzuciłam na siebie skórzana kurtkę i poszłam z moją rodzicielką do samochodu. Odpaliła silnik i ruszyłyśmy do budynku do którego będę uczęszczać przez najbliższe 10 miesięcy. Skłamałabym mówiąc, że się nie stresuje, tak naprawdę boję się, że zaraz zemdleje!
Kiedy zobaczyłam, że już jesteśmy pocałowałam mamę w policzek, wzięłam głęboki wdech i wyszłam z samochodu. Ruszyłam w kierunku szkoły. Muszę przyznać, że robiła wrażenie. Zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, aby zbudować tak piękny, ogromny budynek. Gdy weszłam myślałam, że coś mi się przewidziało! Hol? Zdecydowanie najładniejszy jaki widziałam, wszędzie chodzili uśmiechnięci uczniowie, większość z nich w grupkach. Właśnie wtedy zaczęła dokuczać mnie myśl, że jestem tu całkiem sama.
Znalazłam woźną, która pokazała mi gdzie jest moja szafka, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna bo nigdy bym sama jej nie znalazła! Schowałam niepotrzebne książki i wyjęłam plan lekcji, aby sprawdzić jaką mam teraz lekcję i pod jaką sale powinnam się udać. Uggggh, biologia, sala 205. Kiedy wdrapałam się na drugie piętro postanowiłam, że najlepszym wyjściem będzie zaczekać, przy ogromnym oknie na dzwonek. Kiedy w końcu zadzwonił i nauczycielka przyszła znowu zaczęłam się denerwować.
Otworzyła nam salę, a ja grzecznie zaczekałam, aż wszyscy usiądą i zobaczę gdzie jest wolne miejsce. Gdy wszyscy już usiedli zauważyłam, że jest jedno wolne, mianowicie koło brunetki, której muszę przyznać zazdrościłam urody, była niebiańsko piękna! Podeszłam do niej.
- Umm, hej. Wolne? - Spytałam niepewnie.
- Tak, jasne siadaj - Obdarzyła mnie szczerym uśmiechem.
- Dzięki.. - Odwdzięczyłam jej się tym samym.
- Jesteś nowa? - Spytała
- Taaa, przeprowadziłam się tu w lipcu, jeszcze nikogo nie znam.. A właśnie! Nie przedstawiłam się, jestem Nicola.
- Victoria. Masz ciekawy akcent, skąd jesteś?
- Z Polski.
- Fajnie.
Reszta lekcji przebiegła bardzo szybko i zabawnie. Dużo rozmawiałam z Victorią, ponieważ mieliśmy pracę w grupach. Myślę, że się dogadamy i szybko zaprzyjaźnimy. Nauczyciel, Pan Smith jest przeuroczy i bardzo sympatyczny, marzę że dzięki niemu w końcu zacznę tolerować biologię! Gdy zadzwonił dzwonek poszłam z Victorią do szafki po książki i sprawdzić jaka jest następna lekcja, matematyka. Można by było pomyśleć, że jestem dziwna, bo mało osób cieszy się z matematyki, ale ja zdecydowanie mogę powiedzieć, że ją lubię.
Zadzwonił dzwonek i ruszyłam z moją znajomą do klasy, powiedziała mi że na matematyce także mogę z nią siedzieć, więc się ucieszyłam. Nauczycielka od matematyki też jest całkiem nie zła, ale nie uzyskała mojej sympatii w takim stopniu jak Pan Smith. Kiedy wszyscy byli zajęci rozwiązywaniem działań, które wcześniej podyktowała nam Pani Pennell do klasy wszedł chłopak z burzą loków na głowie. Miał około 1,90, piękne zielone oczy, kiedy lekko przygryzł wargę można było zauważyć jego dołeczki w policzkach. Ubrany był w czarne spodnie i koszulkę z motywem Rolling Stones. Muszę przyznać, był niezły, ale dlaczego przyszedł dopiero na połowę drugiej lekcji w pierwszy dzień szkoły? Czy to jeden z tych typów "Mam szkołę gdzieś?".
- Ooo! Widzę, że Pan Styles jednak zaszczycił nas swoją obecnością! Siadaj do ławki! - Wow, najwyraźniej to nie jest jego pierwsza wpadka, nauczycielka się już na nim poznała.
Chłopak najwyraźniej się tym nie przejął, przewrócił oczami i ruszył w naszym kierunku.
- Jesteś nowa? - Spytał ignorując nakaz nauczycielki. Miał lekką chrypkę
- Uhhh, tak. - Odpowiedziałam niepewnie.
- Niezła. - Mruknął do Victorii z pewnym siebie uśmieszkiem.
- Taa, siadaj już. - Odpowiedziała mu.
- Daj się napatrzeć, boże.
- Styles! Zajmij te miejsce! - Nauczycielka zaczęła się denerwować.
- Luz, przecież idę. - Odszczekał.
Mogę wiedzieć co to było?! Nie dość, że rozwalił w połowie naszą lekcje to jeszcze powiedział do Vic o mnie "niezła"? Czy oni się znają? Myślę, że powinnam spytać ją o to po lekcjach..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz