Stwierdziłam, że sterczenie nad książkami jest co najmniej bez sensu, więc postanowiłam iść pod prysznic. Później przebrałam się w piżamę > klik < i ponownie tego wieczoru postarałam się zrobić zadania z matematyki. Na szczęście po 30 minutach udało mi się je skończyć, spakowałam się na jutro i zeszłam jeszcze na chwilę do mamy, żeby powiedzieć jej dobranoc, ale ona już spała, więc postanowiłam zrobić to samo.
***
Mama obudziła mnie 10 minut za późno, więc musiałam sobie odpuścić poranny prysznic. Umyłam zęby, uczesałam się, nałożyłam lekki makijaż, a ponieważ pogoda była dzisiaj straszna założyłam na siebie to > klik <.
Zeszłam na dół i usiadłam przy śniadaniu z mamą.
- Co chciał od Ciebie ten chłopak? Harry? - Spytała mama, na co mój żołądek zrobił fikołka. Całkiem o nim zapomniałam mam nadzieję, że dziś też postanowił wagarować.
- Emm, w sumie tak tylko pogadać, no wiesz. - Musiałam trochę skłamać, no bo co miałam powiedzieć? "Aaa, nic takiego. Tylko powiedział mi, że jutro gdzieś idziemy na co się nie zgodziłam, a potem przygwoździł mnie do ściany."
- Jest miły, poznaliście się wczoraj w szkolę? Nie wspominałaś mi o nim. - Powiedziała do mnie z pretensjami.
- Taa, porozmawialiśmy trochę. - Miałam ochotę dodać "jeśli można było to nazwać rozmową", ale ugryzłam się w język. To spowodowałoby tylko masę pytań z jej strony, a mi się poważnie nie chciało rozmawiać o Harry'm. - Możemy już jechać? Nie chciałabym się spóźnić w drugi dzień szkoły? - Niemalże błagałam.
- Jasne, zbieraj się, a ja idę po kluczyki. - Odpowiedziała z uśmiechem.
Ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Mama nie kazała na siebie zbyt długo czekać, więc po 15 minutach byłam już w szkole. Mam nadzieję, że nie spotkam dzisiaj w szkolę Harry'ego. Nie mam pojęcia jak mam się zachowywać w stosunku do niego po wczorajszej sytuacji. Dalej myślę o naszym dzisiejszym wyjściu. Wiem, że muszę iść, nie mam innego wyjścia, a jeśli nawet to ja go nie znam.
Poszłam do szafki zostawić niepotrzebne książki i ruszyłam pod salę gimnastyczną, gdzie Vic już na mnie czekała.
- Hej! - Krzyknęła do mnie uśmiechnięta, gdy tylko mnie zauważyła.
- Cześć. - Odpowiedziałam równie radosna co ona, no może troszkę mniej, ale ja miałam "na głowie" Harry'ego. Czy powinnam jej o tym powiedzieć? Skoro chcemy się zaprzyjaźnić to może lepiej, żeby wiedziała?
- Halo! Jesteś tu? - Powiedziała chichocząc.
- Uh ta jestem, po prostu się zamyśliłam. - Również zachichotałam. - Mówiłaś coś?
- Ta, pytałam co u Ciebie? - Nie okłamię jej, myślę że zdecydowanie powinnam jej powiedzieć co wczoraj miało miejsce.
- Ugh, nawet nie pytaj. Słynny Harry Styles był wczoraj u mnie w domu. - Powiedziałam zmieszana.
- Co?! Jak to u ciebie był?! - Krzyknęła, tak aby jej nikt nie usłyszał.
- Taa, też nie mogłam w to uwierzyć. - Zaśmiałam się. - Po prostu siedziałam w pokoju robiąc matmę, gdy mama mnie zawołała, że ktoś do mnie przyszedł, jak zeszłam to śmiał się razem z moją mamą. Do tego powiedział, że dzisiaj o 19 gdzieś razem wychodzimy. - Powiedziałam zmęczona już całą tą sytuacją.
- Jak to wychodzicie? Zgodziłaś się? - Spytała wyraźnie zszokowana.
- Nie, ale jemu najwyraźniej to nie przeszkadza. Powiedział, że będzie o 19 i wyszedł. - Postanowiłam, że o sytuacji z "ścianą" nie będę wspominać.
- Wow. Brzmisz tak spokojnie kiedy to mówisz, nie boisz się? - Po raz kolejny dzisiaj zadała pytanie.
- Oh, uwierz boję się, ale mam inny wybór? Boję się, że jeśli nie pójdę zrobi coś mojej mamie. Sama powiedziałaś, że on i jego kumple są niebezpieczni. - Powiedziałam załamana.
- Masz racje. - W tym samym momencie kiedy to powiedziała Harry i jeszcze jakiś brunet weszli do holu przed salą gimnastyczną.
- Ugh, świetnie. Miałam nadzieję, że znowu sobie zrobi wagary. - Zrobiłam skwaszoną minę.
Harry zauważył, że się na niego patrzymy na co uśmiechnął się pewny siebie.
- Chyba zorientował się, że o nim gadamy. - Zachichotała Vic.
- Taa. Kim jest chłopak obok niego? - Spytałam, zanim zdążyłam pomyśleć.
- Emm, to Louis. Jeden z ich paczki.
- Ah.
Zadzwonił dzwonek, więc poszłam z Vic do szatni, aby się przeprać. Przyszła po nas nauczycielka, sprawdziła obecność i powiedziała, że dziś będziemy grać w siatkę z chłopakami. Cudownie. Nie marzyłam o niczym innym jak paradowanie przed Harry'm w krótkich spodenkach.
Nagle w sali rozległ się dźwięk gwizdka. Pani kazała się zgłosić dwóm osobą do wybrania drużyny. Zgłosił się jakiś Tom i Harry. Byłoby zbyt pięknie, gdyby Harry nie wybrał mnie do swojej drużyny, czy ten w-f może zapowiadać się jeszcze gorzej? Na całe szczęście Vic też była ze mną.
Zajęliśmy odpowiednie miejsca Harry był za mną, przez co czułam się strasznie niekomfortowo. Kiedy już chciałam odbić piłkę, która leciała prosto na mnie poczułam uderzenie z prawej strony i zanim zorientowałam się co się stało wylądowałam na ziemi. Widziałam tylko Harry'ego, który odbija piłkę, która była podana do mnie. Zdenerwowana wstałam i wytarłam ciuchy z kurzu.
- Oszalałeś?! - Krzyknęłam. - Ta piłka leciała prosto na mnie! Mogłam ją odbić!
- Nie wyglądasz na kogoś kto potrafi odbić piłkę. - Zaczął się ze mnie śmiać.
- Tak się składa, że w Polsce grałam w siatkówkę, byłam świetna, wygrywaliśmy każde zawody na jakich tylko się pojawialiśmy i odbiłabym ją! Poza tym jeśli nie wyglądam to po co wybrałeś mnie do swojej drużyny? - Boże, on jest jeszcze bardziej irytujący, niż wczoraj.
- Ta? Interesujące, teraz zajmij się grą i postaraj się trochę bardziej. - Zakpił.
- Oh, uwierz postaram jeśli oszczędzisz sobie rzucania się na mnie. - Odgryzłam się, przez co poczułam się lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz